Jerzy Tychanicz

"Urodziłem się, bo nie miałem innego wyjścia" chciałoby się zacytować fragment CV popularnego satyryka. 
Stało się to w znaku Wagi w 1940r w Rzeszowie. Dzieciństwo i wczesną młodość przeżyłem w miarę spokojnie. Rodzice nie za bardzo narzekali. Ojciec, były futbolista, usilnie namawiał mnie na kopanie piłki w trampkarzach "Resovii". Ja nie chciałem. Byłem nieco przyciężkawy i nie lubiłem biegać za piłką. Zresztą miałem swoją. Po podstawówce dostałem się do I Liceum Męskiego (elitarne Collegium Ressoviense), obecnie I LO im. Stanisława Konarskiego. Tam już nie było żartów. Tam w dobrym tonie było uprawiać jakiś sport.

Wybrałem gimnastykę, bo nie trzeba było bez przerwy biegać. I zaczęło się! Mając szesnaście lat znalazłem się w gronie finalistów w wieloboju gimnastycznym na Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w Łodzi. Już pozbyłem się lekkiej nadwagi. Zaraz potem, w tajemnicy przed władzami szkolnymi, zacząłem uczęszczać na treningi akrobatów ZKS "Stal", czym mocno naraziłem się Ojcu, działaczowi "Resovii". Mając osiemnaście lat i już klasę mistrzowską, zdobyłem wraz z zespołem akrobatów "Stali" tytuł drużynowego mistrza Polski i dostałem się wraz z kolegami do kadry narodowej

"Od najmłodszych lat najlepiej czułem się przy piersi, co mi do dzisiaj pozostało" ciąg dalszy CV popularnego satyryka

Po maturze, "zbłaźniwszy" się zupełnie jako tancerz na komersie (były takowe imprezy), poszedłem do WDK-u na kurs tańca. W tym czasie taniec towarzyski, bardzo popularny w Polsce, był jakby odskocznią i alternatywą w odniesieniu do siermiężnej ówczesnej popkultury. Kursy prowadził pan Janusz, świeżo upieczony przez Prof. Mariana Wieczystego nauczyciel tańca i form towarzyskich. Robił to świetnie. Sala "pękała w szwach" nie mogąc pomieścić wszystkich chętnych. Nie ukończyłem tego kursu. Pan Janusz zaprosił mnie do tańczenia w klubie tańca turniejowego przy WDK w Rzeszowie. Miałem niebywałe szczęście. Zostałem partnerem czternastoletniej wówczas Basi, tanecznej wychowanki Pani Bożeny. Po kilku miesiącach treningów wygraliśmy ogólnopolski turniej taneczny debiutantów w Krakowie, a po dalszych kilku miesiącach zdobyliśmy mistrzostwo Szczecina tańcząc już w gronie liczących się w Polsce par tanecznych. Basia była cudowną partnerką, z wspaniałym przygotowaniem muzyczno-ruchowym, ja zaś w pełni korzystałem ze zdobytej w akrobatyce wysokiej sprawności fizycznej. Byliśmy najlepsi w Rzeszowie.
Dwa lata potem znalazłem się w Warszawie w klubie tanecznym AWF-u. Trenerem był doc. Czesław, znakomity tancerz, trener i wychowawca. Prowadził zajęcia tak, jakbyśmy byli dziesięcioboistami, przygotowywanymi do startu w mistrzostwach świata. Tam dopiero zobaczyłem i doświadczyłem jak należy trenować pary taneczne do wielkiego wyczynu. Wraz z partnerką Zosią zdobyliśmy taneczną klasę mistrzowską i wytańczyliśmy sobie miejsce wśród czołowych polskich par tanecznych. Startowaliśmy w wielu turniejach tanecznych w Polsce i zagranicą, w tym w mistrzostwach krajów tzw. socjalistycznych.

Po kilku latach powróciłem do Rzeszowa, ukończyłem przerwane studia i dalej tańczyłem w WDK-u z Halinką, przygotowując się do pracy instruktorskiej. Założyłem w międzyczasie rodzinę i czynnie uprawiałem swoje żeglarsko-wodniackie hobby. Ostatni mój duży turniej taneczny to otwarte mistrzostwa Polski w Opolu, niezapomniana impreza towarzysząca opolskiemu Festiwalowi Piosenki, na którym debiutował wspaniały artysta Czesław Niemen. Wytańczyliśmy wtedy finał. Mój pierwszy, samodzielnie prowadzony kurs tańca wypadł dość blado. Było to w trzeszczącym baraku klubu wodnego LOK w Strzyżowie. Do dyspozycji miałem adapter Bambino i kilka wyeksploatowanych płyt gramofonowych. Grupa bardziej była zainteresowana konsumowaniem niż tańczeniem. Potem było już coraz lepiej. Współpracowałem z Ośrodkiem Tanecznym, prowadziłem kursy i szkolenia taneczne w różnych miejscach i na różnym poziomie - od stopni podstawowych, poprzez stopnie zaawansowane do konsultacji dla par turniejowych, dokształcając się zarazem intensywnie u najlepszych w kraju i za granicą, m.in. u Danny McBride`a, u p. Marion Brown, u pary mistrzów świata Sicamor-Weavers, u Waltera Lairda i innych wielkich sław tanecznych nie pomijając wartościowych szkoleń u Michała w Poznaniu i u Kazia we Wrocławiu.

 Uzyskałem uprawnienia jurora turniejów tanecznych i status nauczyciela tańca towarzyskiego. Konsultowałem tańce standardowe w wielu klubach tanecznych w Rzeszowie i w okręgu rzeszowskim m.in. w Przemyślu i Zamościu. Zasiadałem w jury wielu turniejów tanecznych w kraju i poza granicami. W szkole, w której uczyłem, założyłem klub taneczny i wyszkoliłem sporą grupę młodzieży. Dobrze przy tym bawiliśmy się. W szkoleniu par turniejowych bardzo pomagało mi umiejętne zastosowanie praktyk hatha jogi. Wykonywanie tych praktyk znakomicie tonowało emocje tancerzy przed ważnymi występami.

Z początkiem lat dziewięćdziesiątych zainicjowałem w rzeszowskim środowisku tanecznym odtworzenie zaniedbanych przez wiele lat struktur organizacyjnych tańca i zostałem wybrany prezesem podkarpackiego Oddziału FSiKT, późniejszego PTT. Zostałem również wybrany w skład Sądu Koleżeńskiego przy Zarządzie Głównym. Po zakończeniu kadencji założyłem swoją własną szkołę tańca, podziękowawszy za proponowane mi funkcje, które przeszły w godne ręce moich następców. 
Określając profil działania swojej szkoły postawiłem na pierwszym miejscu jak najszerszą popularyzację kultury tanecznej wg. Światowego Programu Tanecznego, widząc ogromne potrzeby społeczne w tym zakresie. Założenie to realizuję konsekwentnie na bieżąco, koncentrując się na grupie osób dorosłych. Grupa ta, będąc już ustabilizowana materialnie i uwolniona od obowiązków wychowania małych dzieci jest jeszcze na tyle młoda i prężna, a zarazem wybredna, że chętnie uczestniczy w kursach, szkoleniach i imprezach tanecznych w stylu retro. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę na ważny, acz niedostrzegany jeszcze w pełni aspekt zdrowotny regularnego uprawiania tańca towarzyskiego. Taniec relaksuje, łagodnie intensyfikuje krążenie, stabilizuje ciśnienie i tętno, podnosi sprawność fizyczną, usuwa naprężenia w mięśniach i napięcia w psychice, wymusza wręcz zachowanie kultury osobistej, dobrych manier i szacunku dla otoczenia, czym skutecznie usuwa stresy i wahania emocjonalne czyli przysłowiowo "łagodzi obyczaje".

Jako novum wprowadziłem do programu szkoły nauczanie podstaw oryginalnego tanga argentino i jak na razie jestem jedyny na Podkarpaciu, który to robi profesjonalnie.  Mam nadzieję, że w niedługim czasie powstanie na naszym terenie więcej grup tangowych i ten piękny, egzotyczny taniec zadomowi się u nas na dobre i stanie się rówie popularny jak w większych ośrodkach kulturalnych w Polsce. 

Jedyny w Rzeszowie

witam WasDlaczego jedyny? Zapraszamy na rozmowę z Jerzym „Jorge” Tychaniczem.

"Dzieciństwo i wczesną młodość przeżyłem w miarę spokojnie. Rodzice nie za bardzo narzekali. Ojciec, były futbolista, usilnie namawiał mnie na kopanie piłki w trampkarzach "Resovii". Ja nie chciałem. Byłem nieco przyciężkawy i nie lubiłem biegać za piłką. Zresztą miałem swoją.Po podstawówce dostałem się do I Liceum Męskiego (elitarne Collegium Ressoviense), obecnie I LO im. Stanisława Konarskiego. Tam już nie było żartów. Tam w dobrym tonie było uprawiać jakiś sport."

Jerzy „Jorge” Tychanicz, fot. Archiwum JT

Czym jest taniec lub czym powinien być taniec w życiu człowieka Pana zdaniem?

Uważam, że taniec jest podstawowym czynnikiem kulturotwórczym. Taniec, a szczególnie ruchy i gesty uważane są za najstarszy język świata. Taniec był sposobem wyrażania swych stanów emocjonalnych przez ludzi od najdawniejszych czasów w celu wzajemnego zbliżania się, poznawania i rozumienia. Od zawsze tańczyli wszyscy - bogaci i biedni, szlachta i mieszkańcy gmin, mężczyźni i kobiety, dorośli i dzieci. Tańczono w pałacach, dworkach, domach, kurnych chatach, na parkietach, deskach, na klepisku i na trawie. Taniec był dyscypliną starożytnych olimpiad. Taniec nigdy nie był karą, przykrym obowiązkiem, smutną koniecznością czy czymś niechcianym bądź wymuszonym. Taniec był i jest dostępny dla wszystkich.

Zdrowie, kultura, elegancja, te trzy słowa o różnym znaczeniu asymilują się tworząc jedną całość. Jaka to całość?

Aspekty zdrowotne uprawiania tańca nie są jeszcze do końca przebadane, uświadomione i docenione. Oczywiście nie mówimy tu o jakimś wysokim wyczynie taneczno-akrobatycznym. Człowiek, który regularnie i z zamiłowaniem uprawia sztuki taneczne, np. tańce towarzyskie użytkowe, staje się z czasem "mocny jak sprężyna, a wiotki jak trzcina". Taniec wzmacnia fizycznie całe ciało, kształtuje sylwetkę, poprawia ruchliwość, dynamikę, refleks i koncentrację. Uprawianie ćwiczeń taneczno-ruchowych stabilizuje układ nerwowy i układ krążenia przeciwdziałając miażdżycy i nadciśnieniu, korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu trawiennego przeciwdziałając otyłości i dolegliwościom gastrycznym. Taniec poprawia samopoczucie. Człowiek staje się pogodny, życzliwy i uprzejmy. Czuje się młodszy i myśli pozytywnie. Przy użyciu tańca i technik ruchowo-relaksacyjnych można osiągnąć zdumiewająco dobre i skuteczne efekty wychowawcze i terapeutyczne.
Mówiłem już o kulturotwórczym czynniku tańca. Natomiast elegancja, jak sądzę, stanowi wspólny mianownik zdrowia i kultury. Elegancja jest formą kultury i jako taka musi być piękna. Piękna pięknem uniwersalnym i ponadczasowym lecz nie zastygłym. Człowiek, który uprawiając taniec dba o swoje zdrowie i rozwój kultury, jest tym samym zobligowany do stosowania na co dzień form towarzyskich, które są przecież wykładnikiem elegancji i osobistej kultury. I tak to taniec jawi się podstawowym spoiwem zdrowia, kultury i elegancji.

Kiedyś to były czasy. Taniec i wysoka kultura osobista określały kunszt, o jaki teraz jest trudno. Czy dlatego postanowił Pan prowadzić zajęcia z tańca?

Taniec towarzyski poznałem od przysłowiowej podszewki. Zajmuję się nim profesjonalnie od przeszło pół wieku, z małymi przerwami.  Byłem szkolony przez najlepszych w Polsce i poza Polską. Jako tancerz osiągnąłem sporo, byłem w czołówce polskich tancerzy, reprezentowałem nasz kraj na turniejach tańca i zgromadziłem pewien zasób  wiedzy, doświadczeń i umiejętności. Jestem prawdopodobnie najstarszym w naszym mieście, a kto wie, czy i nie w całym naszym województwie czynnie uprawiającym taniec towarzyski i prowadzącym naukę tańca. I na bazie tych własnych doświadczeń mogę się wypowiadać na tematy związane ze sztuką taneczną i prowadzić szkolenia taneczne w oparciu o Światowy Program Taneczny.

Jak zachęcić ludzi, a zwłaszcza młodzież do czynnego brania udziału w sztuce, jakim jest taniec?

Z tego co wiem, to młodzież tańczy chętnie i chętnie poznaje klasykę tańca towarzyskiego, która to klasyka została zdominowana przez niewybredną dyskotekę. Forma dyskoteki powoli staje się przeżytkiem. Moda ma to do siebie, że lubi powracać i ten powrót do dobrych, sprawdzonych przez pokolenia form kulturalnej zabawy tanecznej przychodzi. Widać to zwłaszcza w kręgach młodej inteligencji i nie tylko. Widać na dobrych dancingach pięknie tańczące pary w wieku dojrzałym. Coraz częściej słychać dobrą muzykę taneczną - zapomniane walce angielskie, fokstroty, rumby, jive no i tanga.

Tango to symbol Argentyny, żywiołowy pełen kontrowersji taniec ewoluował do miana „obywatela świata”. Czy ekspresję, jaką wyzwala ten taniec można zaliczyć do pozytywnej i zdrowej energii?

Tango to temat-rzeka.  Wyróżniamy co najmniej trzy oblicza tanga - tango użytkowe, tańczone na zabawach tanecznych, tango wyczynowe, tańczone na turniejach tańca sportowego no i oryginalne tango argentyńskie. Różnice między nimi są ogromne, zarówno w tańczeniu, nauczaniu jak i w interpretacji muzycznej. Z kolei tango argentyńskie samo w sobie ma wiele odmian, z których najwyraźniejsze to tango salon oraz tango nuevo. Tango było i jest moją pasją, moim hobby. Z tego, co wiem, jestem jedynym w Rzeszowie czynnym tancerzem tanga i jedynym, który profesjonalnie naucza podstaw tego tańca. Mam nadzieję, że ten stan nie potrwa długo. Wyodrębniła się już na Podkarpaciu grupa pasjonatów tanga - grupa tangową "Los Milongueros", której członkowie zostali wyszkoleni przeze mnie, a pochodzą z różnych stron - z Przemyśla, z Krosna, z Jarosławia, z Tarnobrzega no i oczywiście z Rzeszowa. Tango jest zjawiskiem kulturowym o zasięgu światowym za sprawą samych argentyńczyków, którzy traktują go jak swoje dobro narodowe i jeżdżą po świecie propagując go. W tangu zawarta jest cała natura latynosów - kreolska żywiołowość, gra skrajnych emocji, specyficzne dżentelmeństwo mężczyzn, ekspresyjność kobiet i swoista beztroska w podejściu do rozrywki. A czy ta tangowa eksplozja energii jest zdrowa i pozytywna? Wszystko zależy od intencji i zaangażowania tańczących. Trzeba wiedzieć, że tango jest wytworem obcej nam europejczykom kultury, jest konglomeratem kultur i zwyczajów negroidalnych, karaibskich, miejscowych plemiennych i różnych innych. Dlatego chcąc w miarę poprawnie tańczyć tango, trzeba poznać choć trochę tę obcą nam sferę życia, a to może stanowić pewną trudność i swoistą barierę psychiczną. Stąd wywodzi się opinia, że tango jest tańcem trudnym. Tango nie jest trudne, jest tylko inne od naszych wyobrażeń o tańcu towarzyskim.

Należy Pan do ludzi, którzy posiadają bardzo dużo energii życiowej, czy to wynika z tańca?

Niewątpliwie czynne uprawianie tańca, a szczególnie tanga napędza mój wewnętrzny motor energetyczny, ale głównym moim paliwem (przepraszam za kolokwializm) jest postawa mojej wspaniałej rodziny, która akceptuje i wspiera moje tangowe hobby. Jestem byłym sportowcem. Trenowałem akrobatykę sportową. Doszedłem do klasy mistrzowskiej i coś z tego musiało mi na starość pozostać - pozostała mi chęć do aktywności ruchowej oraz ślady sprawności fizycznej. To, w połączeniu z umiejętnościami tanecznymi i z możliwością codziennego tańczenia sprawia, że naprawdę nie mogę narzekać na zdrowie i na kondycję fizyczną.

Jak zacząć przygodę z tańcem, czy można od razu przejść do tanga?

Nie ty wybierasz tango, to tango wybiera ciebie. Jest to maksyma, którą znają, lub powinni znać wszyscy pasjonaci tanga. Argentyńskie tango, jak twierdzą znawcy, to nie tylko taniec, to jest wręcz styl życia. Taniec ten posiada wyjątkowy klimat, stwarza zagadkowy nastrój i ekscytującą atmosferę u tańczących,  Można zacząć od razu naukę tanga, ale radzę najpierw przejść gruntowne szkolenie taneczne w jakiejś renomowanej szkole tańca, rozruszać się, skoordynować ruchy ciała w rytm muzyki, zdyscyplinować się wewnętrznie i uodpornić się na początkowe ewentualne niepowodzenia taneczne. Wiele par, powodowane modą i trendem na tango przewinęło się przez moją szkołę tańca. Zostało kilka par, ale za to jakich... Czasami dajemy pokazy tanga.

Co to są milongi?

Słowo milonga ma dwa znaczenia - jest to taniec podobny do tanga, trochę szybszy i bardziej żywiołowy, a drugie znaczenie tego słowa to ogólnie dancing, na którym tańczy się wyłącznie argentyńskie tanga i milongi. Jest to autentyczny wytwór kultury życia na co dzień latynosów z hiszpańskojęzycznej części Ameryki Południowej. Oni tak spędzają czas wolny.  Milongi tańczy się już na całym świecie, w Polsce również, a w Rzeszowie - u nas w grupie tangowej "Los Milongueros". Ekspansja argentyńczyków ze swoim tangiem do wszystkich prawie rejonów świata jest swoistym fenomenem socjologicznym. Można zobaczyć np. na milondze w Berlinie dziesiątki par z Polski, z Ukrainy, z Czech a nawet z Japonii. Japończycy są szczególnie zainteresowani kulturą innych krajów nie tylko tańcem. A wśród argentyńczyków uczących tanga w różnych innych krajach  zdarzają się przedziwni specjaliści. Onegdaj zgłosił się do mnie młodzieniec, który pochwalił się, że przez dwa lata uczęszczał w Irlandii na lekcje tanga prowadzone przez argentyńskiego "mistrza". Ucieszyłem się, bo zawsze do tańca brakuje partnerów. Po pewnym czasie obserwacji ze zdziwieniem i ze zdumieniem stwierdziłem, że albo ja nie wiem co to jest tango, albo młodzieniec uczył się jakiegoś innego tańca. Zatem różnie prezentują się ci wirtuozi tanga zza oceanu. Ale w większości są to prawdziwi mistrzowie.

Co chciałby Pan powiedzieć naszemu społeczeństwu. Świat idzie w złym kierunku, nie ma wartości, kultura jest zaniedbana, a zdrowie nie takie, jakie powinno być o elegancji już nie wspomnę – tego w ogóle już chyba nie ma. Powiało pesymizmem w Pozytywnym Mieście, ale dlatego warto o tym mówić. Co Pan na to?

Muzyka i taniec łagodzą obyczaje. Lepiej tańczyć niż walczyć. Można przytoczyć jeszcze wiele obiegowych powiedzeń, które uświadamiają nam ogrom możliwości oddziaływania tańca na sferę psychiki człowieka. Sfera emocjonalna jest nierozerwalnie związana z uprawianiem tańca i stanowi bazę wszystkich korzystnych oddziaływań tej dyscypliny na człowieka. Dzięki pozytywnym emocjom i doznaniom estetycznym wyższego rzędu, wywoływanym w człowieku poprzez uprawianie tańca, rodzi się w nim chęć i potrzeba kontynuowania tej dyscypliny po to, aby wywoływała ona kolejne pozytywne emocje i w ten sposób powstaje w człowieku mechanizm pozytywnego "uzależnienia" się od tańca, co stanowi kanwę i sens mojego działania jako nauczyciela tańca. Bądźmy zatem optymistami, częściej uśmiechajmy się do siebie, częściej tańczmy i ... uczmy się tańczyć. 

Rozmawiał Roman Rzońca